niedziela, 12 maja 2013

Arthur Conan Doyle - Pies Baskervillów

Pies Baskervillów
Arthur Conan Doyle
Wydawnictwo ALGO
244 strony


Była już podczas mej przygody z kryminałami kilkukrotnie Agatha Christie z Herkulesem Poirot, było też mnóstwo innych, polskich i zagranicznych, dobrych i słabszych powieści z morderstwem czy też zagadką kryminalną w tle. Czas przyszedł również na autora, którego twórczość określa się mianem klasyki. W końcu zmierzyłem się z Arthurem Conanem Doylem oraz jego Sherlockiem Holmesem. Detektyw pojawił się w 56 opowiadaniach i 4 książkach a "Pies Baskervillów" jest właśnie jedną z nich.

Tym razem Sherlock wraz z doktorem Watsonem szukać będą mordercy członków rodu Baskervillów, z którym to związane są straszne legendy. Według ludności małego miasteczka za zabójstwami stoi stwór nie z tego świata a w dniu śmierci sir Charlesa Baskervilla widziano wielką, podobną do psa bestię, z której paszczy zionął ogień. Nazwany Psem Baskervilów przyczyniał się do śmierci kilku pokoleń rodu, czy istnieje więc ryzyko, że ostatni z rodu, sir Henry, będzie musiał się z nią zmierzyć? Czy słynnemu Holmesowi i Watsonowi uda się odnaleźć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie tych fantastycznych wydarzeń? I co najważniejsze, czy zdążą przed śmiercią kolejnych niewinnych ludzi?

To czy Doyle dodał do swojego kryminału wątek prawdziwie fantastyczny okazuje się dopiero pod koniec powieści. Przez cały czas podtrzymuje atmosferę napięcia i tajemnic związaną z bestią. Nawet jeśli trudno się jakoś przerazić to przyznać trzeba, że wątek ten nadaje powieści ciekawy, mroczny klimat. Uzupełnia go bardzo dobrze samo miejsce akcji. Ponure i spowite mgłą bagna mogą się okazać miejscem niebezpiecznym i strasznym, zwłaszcza w nocy. Oddziaływują też na wyobraźnię bohaterów, zdawając się potwierdzać pogłoski o potworze z piekła rodem.

Bardziej przyziemna część powieści wypada tu dobrze aczkolwiek większego szału czy niespodzianki nie ma. Watson i Holmes powoli i metodycznie zmierzają ku rozwiązaniu, po drodze napotykając wiele problemów i Doyle co jakiś czas podgrzewa atmosferę jakimś nowym odkryciem detektywa lub Watsona. Mamy tu dużo niewiadomych, które z czasem są wyjaśniane, pod koniec autor odkrywa też zagadkę morderstw rodu Baskervillów, lecz trudno tu mówić o jakimś większym zaskoczeniu.

Głównym narratorem w powieści jest pomocnik detektywa, doktor Watson, który za pomocą sprawozdań, listów czy wyciągów z pamiętnika przedstawia nam całą historię. To również on udaje się na samo miejsce akcji, podczas gdy Holmes zostaje w Londynie. Na początku byłem trochę zawiedziony, że podczas mojego pierwszego spotkania z Sherlockiem jego obowiązki przejmuje pomocnik, a on sam usuwa się w cień. Na szczęście po jakimś czasie wysuwa się z tego cienia, nadrabia zaległości w śledztwie i dodaje wiele od siebie.

Co tu więcej pisać. "Pies Baskervillów" jest kryminałem na dobrym poziomie, godnym polecenia nie tylko fanom gatunku. Na plus zdecydowanie zasługuje ciekawy klimat towarzyszący tytułowej bestii. Ciekawie prowadzona intryga kryminalna niweluje początkowe braki Holmesa w śledztwie. Pierwsza książka autorstwa Doyla i na pewno nie ostatnia, czuje się bowiem zachęcony by poznać inne śledztwa tego słynnego detektywa.

środa, 1 maja 2013

Podsumowanie kwietnia

Idzie weekend majowy, chciałem więc podsumować poprzedni miesiąc zanim zniknę w odmętach grillowego dymu.

Przeczytałem tylko 5 książek, podobnie jak poprzedniego miesiąca. Byłoby więcej, gdyby nie to, że od ok. 20.04, z różnych powodów nie przeczytałem za wiele. Daje to tylko 1321 stron, czyli słabo, chociaż jeśli podliczyć też strony z nieudanego spotkania z Keseyem i tego co teraz czytam, to wychodzi więcej niż w marcu :)

Najlepsza książka: Krew, pot i łzy - Carla Mori
Najgorsza książka: Zima mej duszy - Marcin Pągowski

Poza tym:
Niedokończone i nieprzyjemne spotkanie z Kenem Keseyem - Skrzynka demona
Pierwsze spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem - Wampir z M-3
Krótkie acz ciekawe opowiadanie Krzysztofa Bieleckiego - Różne oblicza wszechmocy
Również pierwsze spotkanie z twórczością Arthura Conana Doyle'a - Pies Baskervillów - recenzja wkrótce

Zapowiedzi:
W.w. Pies Baskervillów
Z pustymi rękoma - Valerio Varesi
Literat - Agnieszka Pruska
Kolejne książki z biblioteki, trudno określić gatunek, może Ci którzy swym okiem tu dotarli coś zaproponują?:)

Miłego długiego weekendu:)

niedziela, 28 kwietnia 2013

Krzysztof Bielecki - Różne oblicza wszechmocy

Różne oblicza wszechmocy (Various Faces of Almightiness)
Krzysztof Bielecki
103 strony

Krzysztof Bielecki jest autorem 6 książek, z których 3 miałem okazję przeczytać. Sądzę więc, że mogę powiedzieć, że chociaż w jakiejś części znam styl jakim pisze. Kto czytał i pamięta same książki lub ich recenzje, wie, że ogniwem łączącym poszczególne pozycje jest to, że zadziwiają i zaskakują czytelnika. Pan Bielecki ma wyobraźnie i potrafi jej użyć, by stworzyć coś zupełnie oryginalnego lub rzucić nowe światło na istniejące już tematy. I tak właśnie jest z "Various Faces of Almightiness", czyli "Różnymi obliczami wszechmocy", które miałem, dzięki autorowi, okazję przeczytać.

O bohaterze opowiadania nie mamy zbyt dużo informacji, nie wiemy skąd pochodzi ani nawet jak się nazywa. Wiemy natomiast, już z samego opisu a potem również i z treści, że jest frajerem, życiowym nieudacznikiem. Nie potrafi dostrzec tego jak inni wykorzystują go za marne grosze. Pieniądze zarabia w kasynie, gdzie jak wiadomo bez ryzyka nie ma gry. I to właśnie podczas grania w ruletkę staje się coś niespodziewanego. Szóstka wypada trzy razy z rzędu a naszemu bohaterowi objawia się sam Szatan proponując spełnienie trzech życzeń. Jak to możliwe? I jakimi życzeniami uraczy go nasz nieudacznik?

"Różne oblicza wszechmocy" trudno ocenić jako książkę, bowiem jest to tylko 50-stronowe opowiadanie będące zapowiedzią większego zbioru opowiadań. Pochodzi z planowanego zbioru "I nagle wszystko się kończy", jest też pierwszym spotkaniem autora z międzynarodowym rynkiem wydawniczym(stąd tekst zarówno w języku polskim jak i angielskim). Z początku opowiadanie niczym się nie wyróżnia, poznajemy mężczyznę nieudacznika, grającego w reklamach i uprawiającego hazard dla pieniędzy. Szybko jednak tę krótką i średnio ciekawą biografię autor przerywa i robi to co umie najlepiej: zaskakuje czytelnika. Pojawia się Szatan i wszelkie pozory normalności opowiadania znikają, pojawiają się natomiast tytułowe oblicza wszechmocy związane z życzeniami i samym Diabłem.

Tym razem akcja nie jest aż tak dziwna jak w poprzednich książkach, opisałbym ją raczej jako zdumiewającą. Okazuje się, że można odświeżyć nawet tak oklepane tematy jak spełnianie trzech życzeń bez robienia z tego totalnej klapy. Opowiadanie kończy się z uśmiechem na ustach wynikającym z ostatnich, wyjaśniających co nieco i zaskakujących stron. "Różne oblicza wszechmocy" są bardzo ciekawą opowieścią, jednak nie wiem czy zdecydowałbym się na jej kupno. Jest bardzo krótka, akcja co prawda rozkręca się szybko, jednak jeszcze szybciej wszystko się kończy. Sam wolałbym poczekać na zbiór "I nagle wszystko się kończy" i to tam, wraz z innymi opowiadaniami ją przeczytać.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję autorowi. 

Inne książki autora:

środa, 24 kwietnia 2013

Marcin Pągowski - Zima mej duszy

Zima mej duszy
Marcin Pągowski
Fabryka Słów
328 stron


Każdy chyba ma w swojej prywatnej biblioteczce książki, które stoją i czekają by je przeczytać. Postanowiłem zmniejszyć liczbę takich pozycji u siebie a przy okazji przybliżyć sobie coś z gatunku fantasy. Wybór padł na "Zimę mej duszy", debiut Marcina Pągowskiego. Jakie były moje odczucia?

Książka składa się z 3 rozciągniętych w czasie opowieści o Hedaardzie, biegle władającym mieczem najemniku oraz krótkiego Appendix, dodatku obejmującego wyciągi z różnych ksiąg ze świata powieści. Heedard będzie musiał zmierzyć się z trudami zdrady i specyficznej miłości, stanie również w szranki z zarówno cielesnymi jak i fantastycznymi wrogami.

Tytułowe opowiadanie osadzone jest w czasie święta Saamhayne i ma czytelnikowi do zaoferowania pełne intryg wątki miłosne, oraz wydarzenia wiążące się z nocą, podczas której duchy zmarłych zstępują na ziemię. Pojawiają się postacie fantastyczne, są nawet ogary piekieł i stojąca gdzieś z boku czarna magia. Dużo wątków przeplata się ze sobą, jednak żaden nie wybija się jakoś na przód. Bohaterowie z powodu mogących wałęsać się po okolicy duchów przez zdecydowaną większość opowiadania siedzą w knajpie. Tutaj również poznajemy dosyć ciekawą przeszłość głównego bohatera, jednak nie zmienia ona faktu, że resztę czyta się z niezbyt dużym zainteresowaniem.

Lepsze pod tym względem wydaje się ostatnie opowiadanie, Cena Ułudy. Śmierć poborcy podatkowego oraz inne, niejasne z początku przyczyny sprowadzają Hedaarda do małej położonej z dala od jakichkolwiek większych miast wioseczki. To to opowiadanie oferuje najwięcej akcji, tajemnic i zaskakujących niespodzianek. W okolicach wioski grasuje bowiem strzyga, mieszkańcy wioski widocznie coś ukrywają a do sąsiednich osad ludzie wręcz boją się chodzić.

Audovera, krótki i raczej średnio ciekawy przerywnik pomiędzy wspomnianymi już opowiadaniami od razu wypada z pamięci i trudno po jakimś czasie stwierdzić o czym był. Zakończenie powieści to zbiór różnych, nie mających z bohaterem czy resztą opowiadań nic wspólnego, artykułów, które w całości wydają się wręcz zbędne. Tylko jedna z czterech opowieści potrafi naprawdę przyciągnąć uwagę, resztę czyta się bez jakiegoś większego entuzjazmu czy napięcia, co smuci biorąc pod uwagę że momentami dzieje się sporo różnych rzeczy i mogło być o wiele bardziej ciekawie.

Bohaterowie w powieści odchodzą jakby na drugi plan. Trudno ich polubić czy nawet sobie wyobrazić. W postaci Hedaarda najciekawsza jest jego przeszłość, związana bezpośrednio ze Stwórcą. Nie żywi on do nikogo żadnych uczuć, jest zimny i nienaturalny. Bardzo dobrze natomiast posługuje się bronią. Jest tak świetny, że nie ma sobie równych i bez problemu sam radzi sobie z kilkoma przeciwnikami. Brzmi trochę nierealnie, czyż nie?

Język powieści jest barwny acz nieskomplikowany. Archaizmy nadają powieści klimatu lecz nie pojawiają się na szczęście co drugie słowo, wszystko jest dobrze usytuowane i ze zrozumieniem treści nie ma żadnych problemów. Nie przypominam sobie również bym zauważył jakieś błędy.

Nie wiem skąd wzięła się "Zima mej duszy" na półce z innymi książkami, wiem jednak, że nie oferuje ona niczego specjalnego. Część jej jest przyzwoita, część natomiast średnia i nudna. Jeśli chcecie spróbować sami to proszę jednak jeśli oczekujecie dobrego polskiego fantasy to możecie się zawieść.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...