Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Przegląd końca świata: Feed

Przegląd Końca Świata: Feed
Mira Grant
Wydawnictwo SQN
496 stron


Wynalezienie leku na raka oraz pokonanie grypy i przeziębienia byłoby dla ludzkości czymś naprawdę zbawiennym. Zdecydowanie zapobiegłoby to śmierci dużej ilości ludzi. Nikomu jednak nie przeszło nawet przez myśl, że mogłoby to być również przekleństwem, początkiem końca naszej planety. Nikomu poza Mirą Grant, która postanowiła wykorzystać taki pomysł i umieścić go w swojej książce, "Przeglądzie końca świata: Feed".

Ciężko jest mi streścić tę rozwiniętą na wielu polach akcję powieści, niemniej spróbuję.
Lek zwalczający raka okazał się być wirusem przejmującym kontrolę nad ciałem i umysłem. Krótko mówiąc, przeistaczał normalnego, zdrowego człowieka w pozbawionego świadomości żywego trupa kierującego się żądzą świeżego mięsa. Ludzkość jednak nie wyginęła. Ponad 20 lat po pojawieniu się wirusa Kellis-Amberlee życie wciąż się toczy chociaż zmieniło się ono diametralnie. Georgia i Shaun Masonowie, dwójka blogerów otrzymują zlecenie życia: mają relacjonować kampanię prezydencką jednego z kandydatów. Wkrótce okazuje się, że niesie to za sobą nie tylko zyski i zwiększenie oglądalności ale również duże niebezpieczeństwo.

Świat ukazany przez Mire Grant jest oryginalny, dobrze przemyślany i na pewno inny niż w jakichkolwiek książkach czy filmach z tej tematyki. Tak nierealne powstanie żywych trupów nagle stało się czymś co prawdopodobnie mogłoby się wydarzyć. Po raz kolejny to przez człowieka dochodzi do klęski ludzkości. Jednak "Feed" opowiada nie tyle o ciągłej walce , jak to zazwyczaj bywa, lecz o życiu w czasach, w których zombie jest na porządku dziennym. Ludzie żyjący w dobrze chronionych miastach przyzwyczaili się do tego, że za murami i ogrodzeniami ich domostw istnieją też żądne mięsa istoty. Kładą duży nacisk na bezpieczeństwo, jednak pogodzili się z tym przykrym faktem i żyją normalnie.

Wyjątkiem od reguły spokojnego życia są między innymi nasi bohaterowie oraz inni blogerzy, bo to właśnie oni na nich spoczął obowiązek głoszenia prawdy gdy tradycyjne media upadły. Prawie wszyscy relacjonują wydarzenia zza bezpiecznych murów miast, jednak podzielić ich można na kilka grup. Georgia Mason należy do Newsie, czyli tych dla których najważniejsza jest prawda i rzetelne informacje. Shaun jest natomiast często ocierającym się o śmierć Irwinem, który ku uciesze siedzących w domach ludzi igra z zombie. Są jeszcze Fikcyjni i Cioteczki ale sami musicie dowiedzieć się jaką rolę pełnią w blogowym świecie.

Co o samych bohaterach mogę powiedzieć? Byłem bardzo mile zaskoczony, nie spodziewałem się przeczytać powieści, w której główną rolę graliby właśnie blogerzy. A co ważniejsze, są to bohaterowie jak najbardziej realistyczni. Ich zachowania, emocje, prawie wszystko z nimi związane jest bardzo dobrze przedstawione. Mają jednak Ci bohaterowie pewną słabą słabą stronę a mianowicie liczby. Statystyki. Są momenty, w których otacza ich śmierć i niebezpieczeństwo a jedyne co ich interesuje to liczba wejść na stronę. O ile w większości przypadków wcale to nie przeszkadza, to czasami wydaje się po prostu dziwne, niestosowne.

Akcja w książce skupia się wokół polityki jednak w żadnym wypadku nie jest to polityka, która czytelnika odstraszy. Przede wszystkim ukazana jest tutaj kampania prezydencka, w której za kurtyną wymuszonych, sztucznych śmiechów kryje się coś więcej. Autorka bardzo dobrze wlecze nić intrygi. Wciąga czytelnika w ten spisek i to wciąga naprawdę mocno. Odpowiednio stopniuje napięcie jednocześnie najlepsze zostawiając na koniec. A samo zakończenie? Śmiało można powiedzieć, że jest mocno zaskakującą wisienką na torcie. Dawno już żadna książka nie przyniosła mi tyle emocji i dawno się tak dobrze nie bawiłem.

Ktoś mógłby zarzucić, że skoro bawiłem się podczas przygody z książką, która jest "thrillerem politycznym z horrorem w tle" to albo coś złego jest ze mną albo z samą książką. Nic bardziej mylnego. Wszystko jest tu bowiem doprawione sporą dawką dobrego, często czarnego humoru. Trudno może powiedzieć by "Feed" był straszny jednak dodanie mu tego humoru było bardzo dobrym posunięciem. Zresztą, trudno chyba powiedzieć, by jakiekolwiek filmy i książki o zombie były w ostatnim czasie straszne.

Co tu dużo pisać na koniec. Udał się Pani Grant "Feed" zdecydowanie. Nie pomyślałbym, że połączenie zombie, blogosfery i polityki wyjdzie na dobre a jednak. Wyszła z tego momentami zabawna, lecz piekielnie wciągająca powieść, z której akcja, z żywymi trupami w tle, wręcz kipi. Oby więcej takich książek. Zdecydowanie polecam.

Książkę otrzymałem od serwisu nakanapie.pl za co bardzo gorąco dziękuję:)


czwartek, 8 grudnia 2011

Krzysztof Koziołek - Premier musi zginąć

Premier musi zginąć
Krzysztof Koziołek
Wydawca: Manufaktura tekstów
Liczba stron: 224


Wracając do domu po długiej podróży spodziewamy się gorącego i miłego przyjęcia własnej rodziny, bez względu na to czy oczekuje nas mąż, żona, potomkowie czy rodzice. Nigdy natomiast nie spodziewamy się, że na wejściu spotkają nas policjanci i strażacy z informacją najgorszą z możliwych. Właśnie w takiej sytuacji postawiony jest Tomasz Mika, główny bohater nowej powieści Krzysztofa Koziołka – „Premier musi zginąć”, czyli współczesnego thrillera politycznego.

Podczas gdy Mika dowiaduje się, że jego żona i córka zostały brutalnie zamordowane, w całej Polsce zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Wodę w większości wodociągów w zachodniej części kraju zatruto. Sygnalizacja świetlna w stolicy i innych większych miastach przestaje działać, tak samo jak Internet i telefonie komórkowe. Niemożliwe jest korzystanie z terminali płatniczych, systemy rozliczeń międzybankowych zostały zniszczone. Polska stoi na skraju przepaści, tymczasem do wszystkich działań przyznaje się tajemnicza organizacja „Gniew Boży” chcąca ukarać Polaków. Tymczasem Tomasz Mika dowiaduje się, że za zabójstwem jego rodziny stoi ta sama grupa ludzi, która brała udział w zatruwaniu ujęcia wody w jednym z pobliskich miast. Postanawia więc wziąć sprawę w swoje ręce i samemu wymierzyć sprawiedliwość.

Powieść zaczyna się od pewnego całkowicie zaskakującego wydarzenia, po którym cofamy się o kilka dni wstecz by dowiedzieć się jak do tej pozornie niemożliwej sytuacji doszło. Trudno wyobrazić sobie moment, w którym Polska zmaga się z tak daleko posuniętymi aktami terroryzmu. Cała ta rozbudowana i świetnie zorganizowana akcja jaką Pan Koziołek wymyślił i umieścił w treści powieści sprawia, że wciąga niesamowicie i czyta się ją jednym tchem. Tym bardziej, że w ten spisek wplątane mogą być również organizacje na skale światową, przy których „Gniew Boży” jest tylko małą i nic nieznaczącą komórką.

Cała zaistniała sytuacja przedstawiona jest nie tylko od strony Tomasz Miki i ludzi pomagających mu lecz także od strony policji czy też samej organizacji stojącej za tym wszystkim. Autor nie skupia się wyłącznie na jednym bohaterze, poznajemy kolejne osoby związane ze sprawą. Warto jednak poświęcić kilka słów na Tomasza Mikę i jego przyjaciela, Marka Biela, którzy całkowicie opanowani żądzą zemsty idą po trupach do celu jakim jest pomszczenie życia straconych osób. Właśnie ten wątek wydaje się być lekko przesadzonym. Architekt mostów ze swym przyjacielem, odkrywają i łączą fakty szybciej niż policja, napędzani żądzą zemsty uciekają przez kilka dni zarówno policji jak i gangsterom nie ulegając ani razu bezwzględnym gangsterom.

Trzeba jednak przyznać, że świetnie przedstawiono fakt, że nikomu nie można ufać. Często okazuje się bowiem, że ktoś wcale nie jest tym za kogo się podaje. Wyczuć można atmosferę ciągłego niebezpieczeństwa, niepewności i strachu, która jeszcze bardziej urozmaica sytuacje w książce. Co chwile obok głów przelatują kule, bohaterowie są śledzeni, co rusz pojawiają się emocjonujące pościgi. No i przedstawienie Polski w totalnej bezradności względem zmasowanego terroryzmu. Czy można chcieć czegoś więcej w dobrej powieści?

„Premier musi zginąć” jest książką zdecydowanie wartą przeczytania. W końcu nie często pojawiają się tak dobre thrillery o podłożu politycznym. Wciąga już po kilkudziesięciu stronach, zapewniając zapierającą dech w piersiach przygodę, której finał zaskoczy niejednego. Oceniam ją na 4/5 i odkładam na półkę wiedząc, że wrócę do niej na pewno.

Książkę otrzymałem od serwisu nakanapie.pl za co bardzo gorąco dziękuję:)
Baza recenzji Syndykatu ZwB

 

sobota, 4 czerwca 2011

Stephen King - Pokochała Toma Gordona

Pokochała Toma Gordona
Stephen King
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Liczba stron: 192


            Pewnego letniego dnia zgubiłem się w lesie. I choć było to raczej dawno i odnalazłem się po mniej więcej 2 godzinach, zapamiętałem ten dzień na długo. A szczególnie nie zapomnę uczuć, które się we mnie rodziły. Z początku zdezorientowanie i lekkie zaskoczenie, że mogłem się zgubić, potem narastający strach o najbliższą przyszłość. Nie wyobrażam sobie jednak, co by było gdybym zaginął w tym lesie na dłuższy czas, powiedzmy tydzień albo dwa. I tutaj już nie muszę zdawać się na doświadczenie, bo z pomocą przychodzi Stephen King, wraz z jego książką „Pokochała Toma Gordona”.

Dziewięcioletnia Trisha McFarland od czasu rozwodu rodziców skazana była wraz z bratem na sobotnie „rodzinne” wycieczki w towarzystwie mamy, których nigdy naprawdę nie lubiła. Właśnie podczas kolejnej takiej wycieczki do lasu, matka i brat dziewczynki pogrążeni byli w kłótni i nie zwracali na nic innego uwagi. Trisha jednak musiała się załatwić, więc zeszła z wyznaczonego szlaku, by nikt nie był jej w stanie zauważyć. I potem popełniła prawdopodobnie największy błąd w swoim życiu: Zdecydowała, że nie pójdzie z powrotem drogą którą przyszła, lecz pójdzie prosto w stronę oddalających się już głosów. Lecz te po jakimś czasie ucichły, a Trisha została sam na sam z wszelkimi okropieństwami jakie czają się w lesie. I tak zaczyna się jej ponad tygodniowa walka o przetrwanie, w słońcu i w deszczu, na suchym lądzie i przez bagna, podczas gdy jedzenie zabrane na wycieczkę powoli się kończy, doskwiera jej głód i pragnienie a wokół czai się „coś” złego.

Na początku książki, po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałem dziwne wrażenie, że nie będzie tu już nic ciekawego. W końcu, to prosta historia, w której dziewczynka przez własną głupotę gubi się w lesie. O czym tu jeszcze pisać przez ponad sto stron? Czytając jednak dalej coraz bardziej oddalałem się od własnego przekonania i zrozumiałem swój błąd, bo książka wciąga jak bagno, z którego nie można się wydostać, a momentami tak niesamowicie trzyma w napięciu, że nie mogłem się oderwać nawet gdy ktoś mnie o coś pytał.
Bardzo spodobał mi się wątek tego „czegoś” co wyraźnie podążało za zagubioną dziewczynką, nie atakującym jej jednak, jakby czekało na odpowiedni moment, moment w którym Trisha będzie odpowiednia. Wiemy przecież, że można bać się pająków lub klownów, jednak największą zgrozę odczuwamy z powodu czegoś niewiadomego, nieznanego. I to „coś” było właśnie ukazane, jako coś nieznanego. Tym bardziej się jednak rozczarowałem, gdy pod koniec powieści, zostało częściowo ukazane.

Jako, że tytułowy Tom Gordon był baseballistą, również w treści książki od czasu do czasu przewija się właśnie motyw tego sportu. I tutaj trochę tracą czytelnicy, tacy jak Ja, którzy bądź co bądź nie znają jednak tej amerykańskiej gry. Nigdy nie widziałem(poza filmami, z których zasad tego sportu na pewno się nie pozna) baseballu i niektóre a raczej większość opisów go dotyczących była dla mnie po prostu niejasna.
Powieść skłania w niektórych momentach, do zastanowienia się na temat istnienia Boga. Czy będzie to Bóg Toma Gordona, czy Niesłyszalny, w którego wierzył ojciec Trishy? Czy istnieje on i czuwa nad nami z wysoka, czy może pozostawia nas zdanych tylko na siebie?

Świetnie ukazana jest tu także metamorfoza głównej bohaterki. Schodząc ze szlaku, słysząc jeszcze głosy rodziców, była po prostu małą dziewczynką, niezdolną do samodzielnego działania. Tego właśnie nauczył ją las, gdzie jedzenia nie znajduje się ot tak, i z każdej strony czyha niebezpieczeństwo. W pewnym momencie Trisha pomyślała sobie: „ Teraz jestem starsza od swego brata, Pete’a” i choć jej brat miał kilka lat więcej to muszę się z nią zgodzić, gdy mowa jest o dojrzałości.

„Pokochała Toma Gordona” jest bardzo dobrą, trochę inną od wszystkich, jednak wciągającą książką, o której szybko nie zapomnę i do której na pewno kiedyś wrócę. I choć na początku miałem małe wątpliwości, to King bardzo szybko je rozmył i wziął mnie na bardzo ciekawą choć niebezpieczną przygodę. Powieść bardzo mi się podobała, tym samym motywując mnie do sięgnięcia po kolejne książki mistrza grozy. Polecam

Baza recenzji Syndykatu ZwB

wtorek, 17 maja 2011

Stephen King - Lśnienie

Lśnienie
Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7648-113-5
Liczba stron: 520


Przed każdym spotkaniem ze Stephenem Kingiem czuje swego rodzaju podekscytowanie. Może nie było tych spotkań tak wiele, zaledwie garstka z całego dorobku autora owianego mianem mistrza grozy, jednak za każdym razem gdy sięgam po kolejną jego powieść, czuje w środku, że będzie warta przeczytania i dostarczy mi wiele emocji. Tym razem cofnąłem się do początków twórczości Kinga i sięgnąłem po jego trzecią książkę czyli Lśnienie. Gdy z ciekawości przed lekturą zajrzałem do Internetu, przeczytałem dużo pozytywnych opinii, gdzie ludzie uważają tę pozycję za najważniejszą, najlepszą z utworów Kinga i za horror wszechczasów. Zachęcony tym wszystkim czym prędzej sięgnąłem po nią i zacząłem czytać.

Trzyosobowa rodzina Torrance’ów jest od dłuższego czasu w trudnej sytuacji. Jedyna zarabiająca osoba w rodzinie, Jack Torrance zostaje zwolniony z posady nauczyciela po tym jak nie potrafiąc zapanować nad własnym gniewem uderzył swego ucznia. Wraz z żoną Wendy i synem Dannym wiodą cieżkie i z pozoru spokojne życie. W końcu nadchodzi szansa na lepsze życie i możliwość, by Jack dokończył pisać swą powieść. Jego znajomy bowiem załatwia mu posadę dozorcy w opuszczonym na zimę górskim hotelu Panorama. Wydaje się, że to miejsce będzie oazą spokoju, relacje rodzinne polepszą się a Jack znów zacznie pisać. Jednak sześcioletni Danny, często miewający sny na jawie i tzw. jasność, która objawia się czytaniem w myślach i czymś na podobieństwo jasnowidzenia, czuje, że coś jest nie tak. Przeczuwa, że z hotelem Panorama wiąże się coś złego i w głębi duszy boi się tam jechać.
Jakiś czas po zaaklimatyzowaniu się w nowym miejscu, rodzina przekonuje się dlaczego Danny się bał, na powierzchnie zaczynają wypływać brudy przeszłości, i nie wszystko dzieje się tak jak powinno.

To co wysuwa się na pierwszy plan, gdy ponownie myślę o Lśnieniu to bohaterowie. Bardzo dobrze nakreśleni, jedyni w swoim rodzaju, naznaczeni ciężkim życiem. Razem tworzą rodzinę, jednak oddzielnie każde z nich to inny charakter, mający własną przeszłość i coś czym różni się od reszty rodziny. Autor pod postacią retrospekcji ukazuje nam dzieciństwo i przeszłość zarówno Danny’ego jak i Wendy oraz Jacka. Szczególnie ważne jest według mnie dzieciństwo tego ostatniego, gdzie możemy zobaczyć jak miał ciężko, gdy jego ojciec co wieczór wracał pijany, i jak się to odznaczyło na Jacku, który w swym najtrudniejszym okresie popełniał błędy swego ojca. To prawda, sięgał on do kieliszka, i często nie potrafił zapanować nad gniewem, jak wtedy gdy złamał synkowi rękę lub uderzył ucznia. Jednak w chwili przybycia do hotelu trwał już od kilku miesięcy w abstynencji, i nic nie zwiastowało tego by nagle zaczął pić.
Jedną z najważniejszych rzeczy w Lśnieniu jest według mnie właśnie przemiana Jacka. Przybywając do hotelu jest kochającym ojcem i mężem, lecz pod wpływem hotelu, odcięcia od świata i uczucia klaustrofobii coś w nim pęka. Coraz częściej czuje się niezrozumiany przez rodzinę,  gdzieś w środku odczuwa gniew, a wszystko potęguje coraz mocniejsza potrzeba napicia się.

Duża rolę odgrywają tutaj pozostałości ludzi, którzy niegdyś mieszkali w Panoramie, i której najwidoczniej nie chcą lub nie mogą opuścić. Wiąże się z tym ciekawy aczkolwiek trochę rozczarowujący mnie wątek. W piwnicy hotelu, niedaleko kotła którego zawsze trzeba pilnować, Jack znajduje tysiące wycinków prasowych, rachunków i kwitków hotelowych z którymi wiąże się wiele przemilczanych i zapomnianych historii. Nowy dozorca wczytując się w nie wywleka na światło dzienne fakty takie jak zabójstwo ważnego gangstera oraz setki morderstw, samobójstw i zwykłych śmierci, które zdarzyły się w tym hotelu. Zawiodłem się jednak, gdy co jakiś czas czytałem jak Jack próbuje połączyć wszystkie fakty i znaleźć coś co może je połączyć i liczyłem na jakieś ciekawe odkrycie a cały wątek jakby się rozpłynął pozostawiając za sobą tylko lekki niedosyt.

Przejdźmy jednak do tego co powinno się znaleźć w horrorze i co jest bardzo mocną stroną Lśnienia. King bardzo sprawnie buduje napięcie i od pewnego momentu już przez cały czas czuć tą specyficzną atmosferę zagrożenia. Momentami, jak incydenty w łazience lub na placu zabaw, naprawdę budzi grozę, tym bardziej jeśli brać pod uwagę późniejsze zachowanie Jacka. Ja jednak czuje się źle, gdyż powieść choć była dobra to nie przestraszyła mnie na tyle, bym mógł nazwać ją arcydziełem horroru, jak mówią o niej ludzie w wielu opiniach.
Jest to tak czy tak bardzo dobra książka, którą będę miał w pamięci i do której na pewno nie raz wrócę. Ma wszystko czego potrzeba, by zapewnić godziny świetniej przygody wypełnionej strachem, ale i też nadzieją. Jeśli dodamy do tego specyficzny styl Stephena Kinga, wyjdzie nam książka, którą bez żadnych wątpliwości oceniam na 4/5 i bardzo mocno polecam fanom autora i nie tylko. 
_____________________________________________________________
Będzie mi miło jeśli wyrazicie opinie o recenzji bo sam z siebie mam wrażenie, że jest jakaś inna, i ciężko mi było do niej usiąść. :)
Reaktywowałem także ankietę, która znikła gdy masowo poznikały posty.
Pozdrawiam

Baza recenzji Syndykatu ZwB

środa, 2 lutego 2011

Jane Casey - Zaginieni

Zaginieni
Jane Casey
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 360




Wszyscy doskonale wiemy, że strata kogoś nam bliskiego ma różne skutki i każdy przeżywa to inaczej. Jeden zamyka się w sobie, inny reaguje agresją by po prostu odreagować. Właściwie trudno nam opisać co dzieje się w psychice osoby dotkniętej taką tragedią. A co jeśli dochodzi do tego kolejna po kilkunastu latach tragedia jaką jest zaginięcie znanej nam osoby? Czy wszystkie złe emocje skumulują się, czy może przeciwnie: zyskamy jakąś nieokreśloną siłę? Zrozumienie takiej sytuacji umożliwia nam debiutancka powieść Irlandzkiej autorki Jane Casey, pt. „Zaginieni” wydanej w 2010 r. przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.
Sarah Finch, nauczycielka angielskiego w szkole podstawowej w Surrey, miała niełatwe dzieciństwo. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, jej starszy brat Charcie zaginął w  niewyjaśnionych okolicznościach i ta tajemnica pomimo wielu lat poszukiwań nie została rozwiązana. Zniszczyło to psychikę rodziny Barnesów doprowadzając tym samym do jej rozpadu. Teraz, po 16 latach, gdy Sarah, pomimo matki która urządziła świątynie w pokoju Charciego, pogodziła się z już ze stratą brata, spotyka ją kolejna tragedia. Ginie uczennica Sary, i to właśnie Ona odnajduje jej ciało porzucone w lesie. Mimowolnie zostaje wprowadzona w śledztwo, które dla niej oznacza możliwość dowiedzenia się czegoś o swoim bracie.
Interesujące jest to że przez cały czas przeplatane są miedzy sobą dwie płaszczyzny. Naprzemiennie czytamy retrospekcje do dzieciństwa Sary dzięki czemu zgłębiamy tajemnice najtragiczniejszego wydarzenia jej młodości oraz to co dzieje się 16 lat później, gdy jest już dorosła i niechętnie uczy w szkole, decydując się nie zostawiać matki, która z pokoju syna zrobiła świątynie. Jeśli do głowy przychodzi komuś myśl że może być to chaotyczne i poplątane, zdecydowanie zaprzeczam. Tak naprawdę, poznajemy drugą historię i zagłębiamy się w nią tym samym dowiadując się czegoś o bohaterce, nie tracąc przy tym zainteresowania prowadzonym śledztwem.
Podobnie jak w innych thrillerach, tutaj także mamy możliwość śledzenia śledztwa i poczynań bohaterki oraz typowania naszych własnych podejrzanych. Jest to o tyle ciekawe, że aż do momentu wyjaśnienia tej zagadki, nie mamy pewności co do winnego zbrodni a nagłe zwroty akcji jeszcze bardziej to utrudniają. Gwarantuję, że do ostatniej strony powieści będziecie nią pochłonięci. Powieść ta może wciągnąć także z innego powodu. Zwykle w thrillerach dużo dzieje się przede wszystkim na początku i na końcu. Tutaj natomiast bardzo dużo się dzieje i to tak, że nie mamy czasu na złapanie tchu. Akcja jest wartka i po prostu pędzi z zawrotną szybkością. I nie jest tu tak, że bohaterka niczym superbohater wszystko robi i odkrywa sama, wręcz przeciwnie, ukazana jest jako zwykły, chwilami bezradny człowiek.
Lecz „Zaginieni” to thriller psychologiczny, i to właśnie nad drugim określeniem warto się zastanowić. Czy znajdziemy tu elementy odpowiadające temu? Zdecydowanie. Bardzo dobrze autorka odzwierciedliła wpływ tragedii jaką jest strata dziecka na uczucia i psychikę rodziny. Idąc za tym, jako przykład można podać matkę głównej bohaterki, która z pokoju synka zrobiła świątynie, przez 16 lat nie była sobą i ochłonęła dopiero gdy dowiedziała się prawdy. No właśnie: pokazane jest tu to że nawet najgorsza prawda lepsza jest od niewiedzy.
Casey nie zapomniała o tym co przyciąga do książek kobiety. Mianowicie, chodzi o wątek romantyczny. Jest tu obecny i trzeba powiedzieć że jest bardzo interesujący. Prowadzony jest może trochę zawile aczkolwiek nie przeszkadza skupić się na śledztwie.
Jednakże to co może zrazić, nie tylko kobiety, to ta prostota z jaką autorka opisuje przemoc występującą w powieści. Może po prostu jest to trochę zbyt bezwzględne.
Nie spodobać może się również to, że w pewnym momencie, możemy przez jakiś czas przyglądać się jak wszystko idzie sprawnie w dobrym kierunku. Na szczęście sytuację ratuje element zaskoczenia na końcu książki.
Uważam że, zakupienie powieści „Zaginieni” może być dla każdego bardzo dobrą inwestycją. Zdecydowanie jest ona warta swojej ceny. Bardzo przyjemnie się ją czyta, niesamowicie pochłania i w pewnym sensie pozwala wgłębić się w tajemnice ludzkiej psychiki. Warto też wspomnieć o załączonym na końcu książki wywiadzie z Jane Casey, który jest miłym zwieńczeniem przygody z Sarą Finch. Serdecznie polecam.
Książkę otrzymałem jako egzemplarz recenzencki od serwisu nakanapie.pl któremu chciałbym za to mocno podziękować.
Baza recenzji Syndykatu ZwB

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...