Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygodowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygodowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 grudnia 2012

J.R.R Tolkien - Hobbit czyli Tam i z powrotem

Hobbit czyli Tam i z powrotem
J.R.R Tolkien
Wydawnictwo Iskry
315 stron

28 grudnia. To właśnie ten dzień odnotowany jest w kalendarzach wielu osób, przede wszystkim jednak fanów „Władcy Pierścienia”. Nie muszę wprowadzać żadnej tajemniczej atmosfery związanej z tym dniem, domyślam się bowiem, że po tym małym wprowadzeniu większość już wie o co chodzi. 28 grudnia oznacza bowiem polską premierę „Hobbita”, ekranizacji powieści J.R.R Tolkiena pt. „Hobbit, czyli tam i z powrotem”, której akcja dzieje się przed wydarzeniami z „Trylogii”. Do premiery jeszcze niecały miesiąc a duża ilość znajomych już deklaruje wyjazd do kina i Ja sam jestem ciekaw niektórych rozwiązań. Tymczasem chciałbym się skupić nie na filmie a na książce, która ostatnimi czasy wpadła w moje ręce.

Bilbo Baggins jest hobbitem, mieszka w swym Pagórku i jak nic w świecie ubóstwia ciszę, spokój i dobre jedzenie. Jak każdy hobbit lubi gości, pod warunkiem że ich zna. Można się zatem domyślić jaka jest jego reakcja, gdy w jego przytulnej norce zjawia się czarodziej Gandalf oraz 13 rozgadanych, głodnych krasnoludów. Szalona kompania odbywa właśnie pełną przygód podróż do Samotnej Góry opanowanej przez smoka Smauga w celu odzyskania skarbów swych przodków. Co więcej, Bilbo ma być 14 towarzyszem podróży. Mimo spokojnego usposobienia w niziołku rozpala się żądza przygód i wkrótce gromada ta wyrusza na pełną niebezpieczeństw wędrówkę.

Podróżować będą przez tereny nieznane, tajemnicze, czasami urokliwe i pełne zagrożeń. Przyjdzie im bowiem przedostać się przez pełne szybkich i żądnych krwi goblinów Góry Mgliste, pełne tajemnic ciemności Mrocznej Puszczy oraz kraje spustoszone przez Smauga. Do powieści dołączone są dwie mapki pomagające rozeznać się w tych terenach.
Mały Bilbo spotka na swej drodze wiele stworzeń i postaci o jakich nawet nie przyszło mu myśleć podczas życia w swym Pagórku. Zmierzy się z trollami, goblinami, Worgami i wieloma innymi niebezpiecznymi potworami. Jeśli jednak ktoś szuka wielkich bitew rodem z „Władcy Pierścienia” to znajdzie się tu ich naprawdę niewiele.

Autor nawiązuje swego rodzaju kontakt z czytelnikiem, momentami zwraca się bezpośrednio do niego i zadaje retoryczne pytania. Zupełnie tak jakbym nie czytali tej historii a ktoś nam ją opowiadał. Jest to zabieg ciekawy a opowieści takiej nie można przerwać słuchać/czytać dopóty dopóki się ona nie zakończy. Gdy już dotrze się do finału tej przygody nie żałuje się czasu poświęconego na nią.

Tolkien dba o prawdziwość stworzonego przez siebie świata, dowodem tego mogą być spotykane od czasu do czasu elementy tradycji powszechnych w tym świecie. Krasnoludy, elfy i ludzie śpiewają często pieśni. Czasem odnoszą się one do obecnego wydarzenia a czasem do jakiejś starej legendy, jak na przykład do powrotu Throra, Króla spod Góry. Myślę, że można tu wspomnieć również o specyficznej grze w zagadki, którą mamy okazje podziwiać kilka razy, a w której stawką może być nawet życie.

Z opinii innych ludzi dowiedziałem się o tym, że Hobbit jest pełen humoru. Co prawda było kilka śmiesznych momentów, gdzie zdarzyło mi się uśmiechnąć czy zaśmiać, aczkolwiek nie przypominam sobie by działo się to jakoś często.
Grupa 13 krasnoludów ma dosyć podobne do siebie imiona co momentami może sprawić trudność. Trudno czasem przypomnieć sobie konkretnego krasnoluda czytając jakieś imię. Są krasnoludy które się zapamięta ale są też takie, które można zapomnieć. Sądzę jednak, że Tolkien liczył się z możliwością nieogarnięcia imion wszystkich postaci, tym bardziej, że książka ma tylko około 300 stron.

Wcześniej od Tolkiena czytałem tylko kawałek „Drużyny Pierścienia”, chociaż z powodów, których już nie pamiętam jej nie dokończyłem. Teraz gdy mam za sobą „Hobbita” ponownie myślę, że może kiedyś sięgnę po „Trylogię” jednak nie jest to nagląca potrzeba.
„Hobbit” jest bardzo ciekawą powieścią, będącą dla fanów LoTR pozycją raczej obowiązkową. Przygody Bilba Bagginsa naprawdę potrafią wciągnąć i zainteresować. Osobiście książkę J.R.R Tolkiena oceniam na 4/5 i polecam.

wtorek, 10 lipca 2012

Tomasz Duszyński - Tam i z powrotem: Podróż

Tam i z powrotem: Podróż
Tomasz Duszyński
Wydawnictwo Paperback
388 stron


Za każdym razem gdy jestem w gronie przyjaciół i rozmowa schodzi na science – fiction to w pewnym momencie dociera ona do wątku Gwiezdnych Wojen jako jednej z najważniejszych pozycji tego gatunku. Niektórzy sądzą, że nie znając Star Wars, nie można zagłębiać się dalej w s-f. Ja jednak się z tym nie zgadzam i nie znając tej serii (spojrzenia wyrzutu i niezrozumienia ze strony znajomych) postanowiłem złamać ich tok myślenia i bez żadnych większych problemów sięgam po kolejne powieści tego gatunku. Ostatnimi czasy w moje ręce trafiła nowa książka Tomasza Duszyńskiego: „Tam i z powrotem: Podróż”

Maks Barski to zwykły chłopak z Polski, lubiący przesiadywać i pobijać rekordy w salonie gier. Wiedzie normalne życie do czasu gdy uderza w niego piorun a wkrótce po tym incydencie budzi się na kosmicznej stacji Alfa i jest jednym z nowych kadetów. Okazuje się, że właśnie poprzez porywanie z różnych planet przebiega rekrutacja żołnierzy do wojny rządzącej dużą częścią zamieszkanych planet w kosmosie Federacją z próbującymi podbić ją zbuntowanymi androidami Drakka. Co więcej to właśnie Maks, wraz z nowopoznanymi przyjaciółmi, Aaronią oraz Tabo mają odegrać olbrzymią rolę w tej właśnie wojnie. To właśnie od kilkunastoletniego Polaka zależy życie miliardów istnień.

Być może z opisu nie wynika nic nadzwyczajnego, bohater musi stawić czoła najeźdźcy i bronić swojej Ojczyzny czy też w tym przypadku Federacji. Motyw dobrze znany aczkolwiek przedstawiony bardzo sprawnie i ciekawie. Na okładce przeczytać możemy, że „Tam i z powrotem” wciąga do ostatniej strony i rzeczywiście tak jest. Pan Duszyński tylko momentami daje chwile wytchnienia, poza tym akcja pędzi naprawdę szybko porywając czytelnika do tej kosmicznej przygody. Książka urozmaicona jest również o dobrą dawkę humoru i zabawnych momentów, dzięki którym czyta się ją łatwiej, z uśmiechem na ustach.

Fabuła opowiadana jest nie tylko z perspektywy Barskiego lecz również ze strony głównego antybohatera, łowcy Yehr Magra, czy też Aaronii i Tabo. Pozwala to na dynamiczne prowadzeni akcji i śledzenie akcji z wielu miejsc. Momentami jednak mogą nie podobać się zbyt częste zmiany tej perspektywy, jak w momencie gdy przyjaciele Barskiego toczą walkę o życie a czytelnik musi czytać o jego odpoczynku na innej planecie. Sama książka kończy się szybko i właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że zaraz będzie najwięcej akcji, aczkolwiek tym nie trzeba się przejmować, bowiem wiadomo że będzie druga część.

Zróżnicowanie bohaterów w powieści jest dosyć duże i zasługuje na pochwałę. Znaleźć tu można wiele ras z których każda posiada inne umiejętności i inaczej wygląda. Wyglądający jak koty Kahirowie, Zieloni i mogący przybierać ogromne rozmiary wraz z którymi rośnie ich siła Turnici, posiadający dziób ptaka łowca, istoty z wieloma mackami na ciele i inne, równie ciekawe postacie. Również elementy specyficzne dla gatunku, jak statki i bazy kosmiczne, androidy, ścigacze, moduły i tym podobne, są dobrze i szczegółowo opisane.

„Tam i z powrotem: Podróż” to zdecydowanie dobra, choć posiadająca kilka niedociągnięć książka, którą bez problemu można polecić tym którzy chcą przeżyć ciekawą międzygwiezdną przygodę. Teraz tylko pozostaje czekać na drugą część, która, miejmy nadzieję, będzie jeszcze lepsza od tej. Powieść oceniam na 4/5.

Książkę otrzymałem od serwisu nakanapie.pl za co bardzo gorąco dziękuję:)



niedziela, 27 listopada 2011

Robert Kirkman, Jay Bonansinga - The Walking Dead: Narodziny Gubernatora

The Walking Dead: Narodziny Gubernatora
Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo Sine Qua Non
Liczba stron: 364


Gdy w eterze słychać o kolejnym filmie lub powieści opowiadającej o tzw. żywych trupach lub jak kto woli o zombie, w głowie od razu pojawia się wizja bezpośredniej i jakże krwawej walki z tymi potworami. Pragnę jednak przedstawić serię, która nie opiera się tylko na masakrowaniu zombie, a która ma do zaoferowania wiele więcej. Chodzi mi o serię The Walking Dead, w której po wielkim sukcesie komiksów i serialu, nadszedł czas na powieść jaką jest „The walking dead: Narodziny gubernatora” autorstwa Roberta Kirkmana i Joya Bonaninsingi wydana przez Wydawnictwo Sine Qua Non.

Książka opowiada o losach grupy ludzi, którzy dbają o przetrwanie w świecie wypełnionym pragnącymi krwi i świeżego mięsa żywymi trupami. Philip Blake wraz z córką Penny, bratem Brianem i dwójką przyjaciół, wierząc w informacje na temat rzekomego obozu uchodźców znajdującego się w Atlancie, kierują się właśnie tam, codziennie zwalczając przeciwności losu i piętrzące się problemy nie zdając sobie sprawy, że decyzja o Atlancie mogła być najgorszą decyzją w ich życiu.

To co jest najważniejsze w tej powieści i o czym napomknąłem na początku to fakt, że „Narodziny gubernatora” to nie krwawa sieczka w której głównym celem bohaterów jest zabicie jak największej ilości zombie. Obdarowuje ona czytelnika porządnym ładunkiem emocji, właściwie w pewnym sensie jest to bardziej dramat niż horror. Sposób w jaki ukazano koniec człowieczeństwa, klimat ciągłego zagrożenia i niebezpieczeństwa oraz świat, w którym każdy kolejny dzień to niekończąca się walka o przeżycie zdecydowanie wpływa na człowieka, zmuszając go do myślenia. Niektóre momenty potrafią naprawdę wystraszyć, jednak wiele jest również takich, które czytelnika wzruszą i zostawią go z zaschniętym gardłem i być może łzą na policzku.

Przedzierając się przez ten pozbawiony sensu świat, obserwując co dzieje się z ludźmi, których dopadła tajemnicza epidemia bohaterowie targani są przeróżnymi emocjami. Często nadzieję na przetrwanie i lepsze jutro zastępuje zwątpienie, poczucie bezsensu i chęć poddania się. Pod wpływem widoków i zdarzeń jakie spotkały ich podczas podróży, przechodzą oni głęboką metamorfozę. To jeden z ważnych aspektów tej powieści. Przemiana wewnętrzna jakiej doświadcza Philip Blake wręcz przeraża czytelnika, strach miesza się tu z niedowierzaniem. Dziwna jednak wydaje się metamorfoza małej dziewczynki, która jednego dnia jest zamknięta w sobie i boi się wszystkiego a drugiego dzielna i rozumiejąca całą sytuację.

Praktycznie przez większość lektury, aż do końca, nie wiadomo kto jest tytułowym gubernatorem. Oczywiście wiedzą to czytelnicy, którzy wcześniej mieli kontakt z komiksami z tej serii. Ktoś kto nie czytał komiksów może czuć się lekko zagubiony, jednak nie sprawia to większych trudności bowiem czuje się on trzymany w niepewności, co jeszcze bardziej wciąga go do powieści. Ważne jest to, że „Narodziny Gubernatora” to osobna historia i można po nią sięgnąć bez obaw o to, że bez znajomości serii czegoś nie zrozumiemy.

Powieść stworzona wspólnymi siłami Roberta Kirkmana i Joya Binansingi to świetna i wciągająca historia o ludziach, którzy w świecie pozbawionym życia i większych szans na przetrwanie potrafili znaleźć nadzieję. O ludziach, którzy każdego dnia muszą zmagać się z rzeczami o których nam nawet się nie śni. Jest zdecydowanie warta naszego czasu, zapewniam, że jeśli ktoś po nią sięgnie, na pewno nie będzie tego żałować. Moja ocena: 4.5/5

Za możliwość zrecenzowania tej powieści dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non\

Baza recenzji Syndykatu ZwB

środa, 24 sierpnia 2011

Jack Du Brul - Operacja Przystań Charona

Operacja Przystań Charona
Jack Du Brul
Wydawnictwo Amber
Liczba stron: 400



Z dorobkiem literackim amerykańskiego autora powieści sensacyjno- przygodowych jakim jest Clive Cussler zaznajomionych jest bardzo dużo ludzi, zarówno miłośników tego gatunku jak i tych, którzy sięgają po niego od czasu do czasu. I choć mi nie było jeszcze pisane by coś jego autorstwa przeczytać, to w ostatnim tygodniu miałem okazję przeczytać powieść Jacka Du Brula, współautora 6 bestsellerów Clive Cusslera, jaką jest „Operacja „Przystań Charona””. Jest to druga, po „Operacji „Kuźnia Wulkana”” część cyklu opowiadającego o przygodach i dokonaniach Phillipa Mercera, amerykańskiego geologa.

USA. Czasy teraźniejsze. Prezydent Stanów Zjednoczonych, postanawia poprzez sięgnięcie po złoża ropy na Alasce, uniezależnić swój kraj od zagranicznych dostaw tego surowca. Jednak kraje, z których dotychczas importowano ropę, czując się zagrożone, zrobią wszystko by, plan ten się nie powiódł. Z pomocą krajom Bliskiego Wschodu nadchodzi były agent KGB, dysponujący ukradzionymi planami operacji, opracowanymi przed laty przez Związek Radziecki. Planami, które mogą zmienić bieg historii. Jednak ani zagrożone kraje, ani Iwan Kerikow,agent KGB nie wzięli pod uwagę tego, że ktoś może im przeszkodzić. Ktoś taki jak Phillip Mercer, mający już wcześniej do czynienia z Kerikowem.

To co wyłania się na pierwszy plan i co jest najważniejszą rzeczą , to szeroko zakrojona intryga obejmująca nie jedno miasto, nie jeden kraj, a rząd kilku krajów, które bezwzględnie dążą po trupach do celu. Jest to niesamowicie złożony spisek, w którym zniszczenie całego ekosystemu Alaski poprzez zalanie ropą okazuje się tylko błahostką, i przykrywką do bardziej przewrotnych wydarzeń. W grę wchodzi nie tylko istnienie roślin, zwierząt i pięknych krajobrazów, lecz także życie wielu ludzi, oraz suwerenność niektórych krajów.
Kolejnym ważnym punktem, jest przygotowanie autora. Czytając „Operacje „Przystań Charona”” od razu widzi się, że ma niezbędną wiedzę dotyczącą maszyn takich jak supertankowce, statki czy helikoptery. Często w książkach występują tylko skrzętnie podawane informacje, natomiast w przypadku tej powieści nie doświadcza się tego.

Bohaterowie są bardzo dobrze i ciekawie stworzeni, zarówno Ci chcący ratować Alaskę, jak i Ci, którzy pragną jej zniszczenia. Nie ma się tego wrażenia, że są sztuczni, papierowi czy  wprowadzani do akcji na siłę. Po prostu są na swoim miejscu. Jednak tutaj pojawia się pewien szkopuł. Mianowicie, główny bohater jakim jest Phillip Mercer okazuje się praktycznie nieśmiertelny i ani katastrofy lotnicze, ani kule czy też wybuchające statki nie są w stanie mu przeszkodzić. Po prostu, napędzany adrenaliną dąży przed Siebie, samemu walcząc z całą masą przeciwników.
Również główny antybohater, Iwan Kerikow świetnie unika śmierci i w niewyjaśnionych okolicznościach wychodzi cało z wybuchu, wcześniej będąc postrzelonym, pływając w lodowatej wodzie, by zapewne pojawić się w kolejnej części.

Wbrew pozorom, książka nie jest naszpikowana technicznymi pojęciami związanymi z często pojawiającymi się maszynami. Naszpikowany zabawnymi dialogami język jest prosty w odbiorze, nie sprawia żadnych problemów. Nie przypominam Sobie również, bym widział jakieś znaczące błędy. Mamy tu jednak do czynienia z bardzo małą czcionką sprawiającą, że pozornie mało, ponad 400 stron czyta się zdecydowanie dłużej, niż powinno i często jest to męczące.

Jack Du Brul stworzył niesamowicie wciągającą powieść, która pomimo kilku wad zapewnia rozrywkę na kilka długich wieczorów. Bardzo ciekawie zakrojona intryga oraz świetnie wykreowani bohaterowie, są bardzo dobrą zachętą by sięgnąć, po „Operacje „Przystań Charona”. Jeśli jednak istnieje taka możliwość, proponuję przeczytać najpierw pierwszą część cyklu, czyli „Operacje „Kuźnia Wulkana”, bo choć praktycznie nie są one powiązane, to na pewno będzie przyjemnie. Bardzo gorąco polecam.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

wtorek, 26 lipca 2011

A. i S. Litwinowie - Wycieczka na tamten świat


Wycieczka na tamten świat
Anna i Sergiej Litwinowie
Wydawnictwo Oficynka
Liczba stron: 312


Zawszę uważałem, że trzeba próbować wszystkiego i przekonywać się do nowo poznanych rzeczy. Tym bardziej się ucieszyłem, gdy idąc za zasadą „Wszystkiego trzeba spróbować” dostałem szansę na pierwsze zapoznanie się z literaturą rosyjską a dokładniej kryminałem jakim jest „Wycieczka na tamten świat” autorstwa Anny i Siergieja Litwinowów. Duet ten jest rodzeństwem, które debiutowało w 1999 roku i ma w swoim dorobku ponad czterdzieści powieści. Czy za sprawą tej powieści przekonałem się do literatury rosyjskiej?

25-letnia poszukiwaczka przygód, Tatiana Sadownikowa, po kolejnym rozstaniu postanawia odreagować skacząc ze spadochronem podczas zorganizowanej wycieczki na biegun. Na tą samą wycieczkę pragnie wyruszyć także Dmitrij Połujanow, 25-letni dziennikarz szukający wielkiego tematu. Niestety ta dwójka spóźnia się na swój lot i decydując się na kolejny, nieświadomie pakuje się w tarapaty. Podczas lotu wybucha świeca dymna, samolot się rozhermetyzował a przy otworze leży nieprzytomny człowiek. Tania i Dima mający ze sobą spadochrony wylatują za nieznajomym, który osunął się w przestrzeń. Cała trójka przeżyła lądowanie, i wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że wylądowali z dala od cywilizacji a ich tropem wyruszyła zarówno policja jak i rosyjska mafia.

„Wycieczka na tamten świat”, co trzeba przyznać, okazuje się książką lekko przewidywalną, w której już w połowie lektury można odgadnąć, dlaczego trójkę bohaterów chcą złapać zarówno organy ścigania jak i mafia. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż cała ta historia bardzo mocno przyciąga do siebie czytelnika. Ucieczka Tani, Dimy i Igora, okazuje się bardzo wciągającą historią, w której możemy doświadczyć niebezpiecznych pościgów, wybuchów, strzelanin i skoków ze spadochronem. A wszystko to zakropione tajemnicą cennego kamienia i przyprawione odpowiednią szczyptą humoru.

Ogromną zaletą powieści okazują się jej bohaterowie. Większość z nich, od Tani, Igora i Dimy, przez szefa mafii Borisa Pietrowicza i kapitana Pietrienko prowadzącego śledztwo, aż po taksówkarza prywaciarza Witię, jest bardzo dobrze nakreślona i ma własną historię, co jeszcze bardziej pozwala się wczuć w klimat powieści. Wiąże się jednak z nimi mały problem. Rzecz dzieje się w Rosji, więc nazwiska siłą rzeczy są rosyjskie, co oznacza trudne zapamiętania i często mylące się. Kto z czytających ten wers potrafiłby wymienić nazwiska wymienione w 2 wersie, nie patrząc w górę? Nie jest to jednak aż tak znaczący problem, bo zawsze można posługiwać się samymi imionami, a wszystkie nazwy własne dodają powieści klimatu.

Autorzy bardzo dobrze przedstawili realia Rosji, zarówno dużych miast, jak i wsi leżących z dala od nich. Mowa jest tu także o łapówkarstwie i ramionach mafii sięgających nawet wojska i rządu. Ponadto poza ucieczką, czytamy także o walce z terroryzmem oraz śledztwie prowadzonym przez kapitana Pietrienko. A te, choć początkowo nie przynosiło rezultatów, to pokazuje czytelnikom, jak takie sprawy się na wschodzie toczą.

W powieści nie znajdziemy rozdziałów a teksty opowiadające o uciekinierach, policji i mafii są odpowiednio od siebie oddzielone. Napisana jest zrozumiałym językiem i poza rosyjskimi nazwami własnymi nie powinien sprawiać problemów. Nie znalazłem również żadnych literówek, ani innych podobnych błędów. Wszystko to sprzyja jeszcze szybszemu czytaniu „Wycieczki…”.

Pierwszy przedstawiciel literatury rosyjskiej, z jakim miałem do czynienia okazał się bardzo trafioną książką. Ta naszpikowana akcją powieść o trójce uciekinierów zdecydowanie przypadła mi do gustu, wciągając w wir wydarzeń często niebezpiecznych i mogę ją bez żadnych wyrzutów polecić wszystkim fanom kryminału, akcji i nie tylko. Do „Wycieczki na tamten świat” na pewno kiedyś wrócę, a teraz oceniam ją na 4+/5. Czekam także na kolejne części cyklu o Tanii Sadownikowej.

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Oficynka za bardzo gorąco dziękuję.
Baza recenzji Syndykatu ZwB

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...